Czekam na starość
Danuta Gościńska

Czekałam na starość
a przyszła szybko.
Jakoś tak niespodziewanie
dziwnie, wykrzywiła, przygarbiła,
powykręcała i podpórki dała.
Niedosłyszała na lewo ucho,
I bez okularów ślepa.
Lekami kieszenie ma zapchane,
na bransoletce grupę krwi wpisaną.
Odejść ode mnie nie chciała,
pochwyciła mnie kurczowo i została.
Czy ktoś jest ciekaw?
ile wiosen liczę a może i nie policzę.
Trudno opisać siebie,
kiedy milczą ręce.
Nazwy własne, nazwiska
dane zapomniane.
Mrowienie w palcach
i nogi jak kołki.
Boję się głośno powiedzieć.
Starość się zbliża.
A niebo milczący obiekt marzeń
I milczący obiekt grzechów.
Wciąż żyję niegodnie,
Bo ubrana w stroje.
Kwiatów, co nigdy w życiu
tyle nigdy nie dostałam.
Mowa nad tym domem wieczności
i łzy są doskonałe.
W moje ciało sypie się ziemia.
I wieczne zapomnienie.