Mission Boy
Małgorzata Dziewięcka

Urodziłem się w Republice Centralnej Afryki.
W sercu Sahary.
W Europie ludzie zbierali pieniądze na mnie, na black boy w Afryce.
Bym mógł chodzić do szkoły, bym poznał Jezusa, bym rósł zdrowy, był silny.
Ja, Mission Boy.
Wyrosłem na młodego mężczyznę z przekonaniem, żem podobny do reszty świata.
Lecz dookoła była pustka. Morze piasku.
Uciekłem.
Biegłem ku szansie. Do Europy.
Tam ludzie, którzy mnie wychowali, tam praca, tam radośniej, tam chce się żyć.
Na wybrzeżu pomagałem im przez kilka miesięcy, aż pozwolili mi płynąć.
Nocą na morzu zawsze kogoś ubyło.. Bałem się. Nie zmrużyłem oka.
W końcu brzeg, radość, wszystko się skończyło.

Zobaczyłam go w długiej kolejce.
Stał przed urzędnikiem. Widziałam, jak pobladł.
Nikt go tu nie chce, jest intruzem, ma wracać skąd przyszedł!
Jest przecież zdrowy, młody, wyedukowany!

Siedział potem na kamieniu z twarzą w dłoniach.
Usiadłam obok i dotknęłam jego ręki.
„Dokąd mam iść, powiedz, Jezu?” – usłyszałam ciche słowa.
„Co zrozumiałeś? – spytałam po chwili.
„Że to nie o mnie, o Tebogo Maruza, chodziło!
Księdzu chodziło o bycie misjonarzem w Afryce,
Dawcom w Europie – o poczucie bycia dobrym.
Nikomu o mnie.
Byłem tylko ich Mission Boy.”

Lambeduza, czerwiec 2020