Słowo Wstępne do tomiku wierszy „Kwiaty Gardenii”
Marian Jedlecki

S Ł O W O W S T Ę P N E
I znów do rąk Czytelnika trafia kolejny tomik wierszy Mariana Jedleckiego pt. KWIATY GARDENII. Gardenia – to wyjątkowo piękna roślina – urzekająca silnym jaśminowym zapachem, delikatnością i wrażliwością. Potrzebuje dużo ciepła i słońca. Występuje głównie w tropikalnych obszarach Azji i południowej Afryki. Nic, więc dziwnego, że w zamyśle Autora, kwiat ten najbardziej przypomina kobiecą naturę, z jej pięknem i subtelnością.
Książka – opatrzona autorską dedykacją – jest zbiorem liryków miłosnych, poświęconych kobietom, które ocalały we wdzięcznej pamięci Poety. Już we wstępie do Pieśni morza Stanisław Nyczaj pisze, że to właśnie „morze i miłość” są żywiołami poezji Mariana Jedleckiego. Bo miłość wyzwala ogromne pokłady energii, motywuje do wielu działań, poświęceń i wyrzeczeń. Jest radością i szczęściem człowieka. Liryka miłosna – taka zmysłowa, delikatna, czuła, targana namiętnościami, także bólem i tęsknotą – bywa ukoronowaniem piękna każdej literatury. Wzniosła miłość, często niespełniona – to największa słodycz i największa gorycz na ziemi – przestrzegał Eurypides.
Jestem przekonana, że wiersze Mariana Jedleckiego zachwycą Czytelników bogactwem uczuć i niezwykłym kunsztem ubierania prozy życia w poetyckie środki obrazowania. To wyjątkowa poezja. Zrodzona z ogromnego bólu samotności i tęsknoty poety – marynarza za lądem, za bliskością i czułością kobiety. O największym uczuciu Autor potrafi mówić delikatnością i czułością słów, bo kochać to największe szczęście, to najpiękniejszy dar. Miłość – wyznaje poeta – to świeżość wiosenna, to serca radość. Wynosi ją na piedestał świętości. Słowa podmiotu lirycznego nasycone są morską metaforyką, gdzie szalona miłość jest mową fali o poranku, ziarenkiem piasku plaży pustej. W wielu wypowiedziach uderza często taka zwykła prozaiczność zdań, np. kocham i kochać nie przestanę, ciebie zapomnieć nie mogę. Ogromny ładunek emocjonalny zawarty jest też w epitetach zachwytu, gdy poeta mówi: moja ty piękna, łagodna, ładna, bajkowa. Przywołuje ukochaną apostrofami zdrobniałych słów: och gwiazdeczko moja mała, moja miła, moja cudna. Nawet o chwilach intymnych zbliżeń, gdy ciało objął dreszcz pożądania, podmiot liryczny mówi w sposób subtelny i czuły, wplatając jedną z najpiękniejszych metafor tego zbioru: na ciele szept świecy kocha się z płomieniem (Namiętność).
W lirykach tego tomu spotykamy wersy, które mówią o bezradności i zagubieniu poety, bo jest we mnie dziecko i wciąż rąk opiekuńczych szukam – mówi. Przyznaje, że dręczy go niepewność, jak iść i dokąd, bo ja dalej błądzę w podróży. Ten niepokój wynika z osamotnienia i tęsknoty oraz z żalu, że tak szybko mijają lata młodości, że nigdy nie udało mu się zatrzymać przy sobie ukochanej.
Poezję Mariana Jedleckiego cechuje także filozoficzna zaduma i refleksyjność. Spotykamy sentencje myślowe, przemyślenia, padają pytania , na które poeta nie potrafi odpowiedzieć. Oto kilka z nich:
co jest większym bólem narodzić się czy umrzeć, nie trzeba być pewnym pewnością niepełną, dusza to schowek na diamenty uczuć, czym jest kobieta jeśli nie cudem zamkniętym w Poezji.
Podsumowując wstęp, posłużę się wypowiedzią emerytowanej lekarki, której udostępniłam komputerowy wydruk wierszy Mariana Jedleckiego. Jeszcze nigdy nie czytałam tak pięknych i wzruszających słów o miłości. Ten zachwyt starszej Pani upewnił mnie w przekonaniu, że o miłości można mówić i pisać bez końca, bo nie zna ona żadnych granic, jest przy nas do ostatnich dni. Dlatego mam tę nadzieję, że wiersze zawarte w tym tomiku, będą lirycznym przeżyciem dla różnych pokoleń.

Jadwiga Miesiąc