Zaduszki nad polskim morzem 2020
Małgorzata Dziewięcka

Stanęłam na skarpie.
Spojrzałam na morze.
Cicho marszczyło się pod łuną zachodu.
Wiatr unosił ptaki nad jego przestworem.
Mienił się złotem i purpurą wilgotny piasek plaży.

Skądś nadleciał szmer, jakby szczebiotanie ptasie…
Szmer potężniał. Przemieniał się w głosy.
Zdumiałam się. To głosy dzieci!
Zbiegłam ze skarpy.
I zobaczyłam je. Mnóstwo ich!
Malutkie, szare, zdeformowane ciałka.
Bawiły się na plaży. Same.
Zapaliłam znicz.
Ucichły.
Wpatrywały się we mnie.
Widziałam, jak każde stawało się Wielkimi Oczami, Oczami Smutku.
Mama?….
Otoczyły je światełka aniołów.

Patrzyłam, jak wtulone w ramiona anioła, swego stróża,
Unosiły się w złotą łunę gasnącego słońca.